Dekorator serc
Człowiek bez serca był—już dostał część,
niech teraz tylko dogląda by miłość krążyła
wnet przyjmie się Józefa serce
Bo to nie zwykła pompka
toczy krew życia całe lata
rozdaje ono w eter
dobra nieziemskiego świata
Nie może być serce zamknięte,
umrze tak i ziemski świat,
gdy nie usłyszy codziennie,
że Bóg go nad życie kocha
W oddali, w oddali, w oddali
niesie się echo wśród fal
i przekazuje przez przekaźniki miłości
dwa łuki serca kształt
Antena iście radiowa
wykryje każdy fałsz,
wielkie to bogactwo lustra,
w którym się przegląda brat.
Skarbnicą Bożej miłości
duchowych dóbr, cnót i łask
wiedział o tym Rzymianin,
gdy grotem swym bok przebijał
Lała się krew godzinami,
miłością zalewał Bóg świat
tak trafia do świadomości
do swoich cząstek do teraz
Dyktując krótki poemat
nadaje sens misji Syna,
bo nad męczeństwo, cierpienie
piękniejszego fresku nie ma
Zrozumie to człowiek radosny,
skąd te wspaniałe natchnienia
zupełnie bezwolnie przyjmuję
wolę Zbawiciela.
Miłośnik podróży
Próżno było się doszukiwać zbytniego pośpiechu,
ale też takt, który w życiu obierał,
nic ze znudzeniem nie miał do czynienia.
Powstawał pewien dysonans,
który się nasila do dzisiaj,
jak kogoś poznał, pokochał, zapamiętał,
tęsknił za nim,
choć na chwilę się zobaczyć
jakąś wieść otrzymać
co u niego słychać?
Rozrosła się latami
znajomych rodzina
tu kuzyn, to siostra cioteczna
temu się dom podparło,
przy stole cała rodzina
patrz Synu nasza robota się trzyma
Wyjawi się tu sekret Józefa,
gdzie indziej nie opisany,
bardzo lubi ten święty
być często odwiedzany
Od razu się znajdzie stołeczek
lub elegancka ławeczka
a serca ma pod dostatkiem,
miłość nie tylko od święta
Udaje się ciepłem otoczyć
jak płaszczem otuli człowieka,
a gdy odtaja już gość nasz
spokój się poda do picia
Stęskniony opowieści dobrych
i trudnymi nie gardzi,
widzi w tych sprawach ludzkich
rękę Boga niewidzialną
Tak stara się naśladować
Mistrza i Naszego Boga
przychodzi do naszych domów
z miłością podróżnika
Dostatek w bliskości
Siła przyciągania, z jaką szedł ze swoją rodzinką przez
życie pełne miłości nazywane Drogą,
otoczone obietnicą Syna, że go nigdy nie opuści czyli Prawdą
i aktem ofiarowania swego serca, ducha i cząstki czyli Życiem
działała na otaczający świat jak magnes na opiłki żelaza.
Im bliżej, tym łatwiej dochodziło do zwarcia
Trzeba było coś przyjąć coś dać
Inaczej w bezruchu wypadało trwać,
aż się błogosławieństwo nie przelało w niższy stan
(takie przypadki też się zdarzały)
„Nie wiadomo skąd, odkąd przyszedł ten cieśla do naszej wioski coś się zaczęło dziać… Dziwy, że nie dało się tego zrobić, a teraz się da… Czemuśmy w tym trwali przez lata?”
Istnym prądem napędzającym człowieka dawał się poznać ten
Szafarz Błogosławieństwa
Bogactwo pokrzywdzonych
Szlak dobrowolnego ubóstwa, służby braciom i podporządkowaniu się w pokorze obowiązującym prawom zbiegał się z czasem z drogą, którą ktoś uciekał, został wyrzucony czy nie wchodząc w szczegóły zgubił się. Na to czekała czeladź aniołów, by się do pracy duchowej zabrać a Józefa prosić by słowo swe jako balsam miłosierdzia dał. Nikt nie wątpi w fakt, iż mniejszy strach przed zagubionym wędrowcem niż przed batem władz.
Zdobywał się tym samym,
jednał z Synem świat,
którego by nigdy nie poznał
Król Bóg jakby to się miało inaczej stać?
Swobodnie płynęła nauka,
strumień miłości, naręcza łask
i tak podratowany człowiek wyznał,
że (choć nie mówi tego otwarcie)
ale w Boga wierzy i kocha nad świat.
Tak prosta droga do pojednania,
można dalej jechać,
choćby do nieba…
Żebrak miłości
Z chwilą, gdy zaczyna się znów toczyć wóz, po naprawie szprych napawa radością i nadzieją cały świat. Stał, a ruszył.
Taki wielmożny podróżnik po archipelagach gwiazd zostawił skarb,
że można by kreseczkami miłości połączyć świetliste potęgi gwiazd,
a będzie widoczny zwierzak, waga, czy po niebie sunąć będzie wóz,
mały czy wielki znaczenia nie ma.
Źródłem chwały dla nieba i dla człowieka ilość dóbr, które zdoła poruszyć, dać, podarować. W świecie nietrudno znaleźć wyciągnięte ręce, co więcej zmusić żołnierza by w okupowanym kraju zdecydował się na miłość.
W czasie jak się mu koło reperuje tłumaczy na czym miłosierdzie polega i tak wyżebra się na ruch wozu „cudowny żebrak ten cieśla, dałem mu dwa jajka jak mi wóz zreperował”
Zyski z przebaczenia
Odpuszczenia, słaba strona tego, który całość budowli Królestwa zna i dokonuje sumiennie swej pracy kamieniarskiej i stolarskiej. Wybiera najdoskonalsze okazy do przeniesienia kluczowych naprężeń. Oazy miłości usadawia w miejsca suszy i nienawiści. Sterczące belki skieruje do obrony przed dzikimi zwierzętami. W końcu kamyki szlachetne wystawia na słońce—niech świecą w Raju.
Z wielością charakterów spotykał się od lat i tak dobiera zespoły, aby przy pracy gaduła zaspokajał milczka a duchowny osiłka. Tak dochodzi do sprzężenia, że sobie innego miejsca człowiek nie wyobraża tylko praca w garażu u św. Józefa.
Że pstro miał w głowie
i dopuścił się zdrad,
przepisy wszystkie złamał,
cóż—co z nim zrobić?
Syn wie, że Józef słabość ma.
Nauczyciel święty(ch)
Gdyby miłość była wyznacznikiem sposobu uczenia,
a na tym nauka ma polegać, by światło wiedzy przelać,
nie miałby sobie równych ten, który wyprowadził
z ziemi egipskich piramid i władz na oczach całego świata
dziecko i nadał mu szlif tak mocny, tak piękny by nikt z żyjących nie zwątpił, że choć Ojcem swego Opiekuna był, zanim przyszedł na świat, z chwilą tą za nauczyciela swego człowieczeństwa Józefa miał przez przeszło 30 lat.
Znajdzie się mała salka, już wykład, już życia przykład, już odniesienie do nieba—zszywa tak wiedzę czysto ludzką z zamiarem Boga, którego zna od dziecka. W tym mistrzowskim zawodzie realizuje się
od chwili pełnego zwycięstwa Syna nad śmiercią, teraz prowadzi stęskniony lud ku wyżynom świętym.
Papież, Święty, żebrak, przeklęty nie ma ucznia, któremu Józef lekcji by nie dał.
Poszukiwacz
Poszukiwał niezłomnie Bożych dróg,
kierunkowskazów Jego praw, wykładni w synagogach, Świątyni
i realizował plan, który odczytał w snach czy na jawie.
Tak stał Mu przed oczami ten obraz, póki go nie wykonał spokoju nie doznał. Gdy odgadł pierwotny zamysł, czy pozostawał w żalu starych prawd, czekał i wyprodukowywał codziennie ten rytmiczny produkcji plan.
Odnosił się do siebie, do swych rozmyślań z niepewności dostatkiem
i szukał potwierdzenia, upewnienia w Maryi oczach i słowach Dziecka.
A że zagadki odgadywał uśmiech i pogoda ducha od prawa do lewa.
Tym zmazał narośl chorobliwą z tyrańskiego posłuszeństwa
a wyjawił radość Bożego dziecięctwa
i drogę taką na wieki wytyczył
Nasz Skarbów Duchowych Odkrywca
Zobowiązania
Długi, przykra sprawa jak się nic nie ma, co by chciał przyjąć brat wystawiający pismo, a na nim prawo do egzekucji.
Skąd takie nabył? Nie wiadomo, ktoś mu dał.
Zabieraj się stąd albo płać, skóra pod bat, odpracować masz…
Cud się stał, że człowiek żył, a że nie umarł siła i moc żądzy tego,
który dług chciał odzyskać. Interes swój miał, aby utrzymać przy życiu swego żywiciela, w marnym stanie, ale aby dychał.
Co innego długi miłosne, które chętnie zaciąga do dzisiaj
roszcząc sobie prawo do zwrotu
nawet z odsetkami po latach spłacać nie żal.
Ulubionym momentem spotkanie, po czasie gdy kogoś nie widział, opowieści nie słyszał czy żyje, czy umarł, godzinami można było trwać, aż wypije do dna miłość brat lub do pełna zadowoli się uschłe z tęsknoty serce.
Miłośnik doskonałości
Gdy coś robił nie baczył na to,
że pierwszy raz się takiej pracy podejmował czy setny.
Zważał na nastawienie, czystą intencję, miłosny akt,
a potem podglądał niezauważony jaką reakcję wywoła
jak opadną emocje radości posiadania i straty jakże cennych monet
(ten etap czasami został odkupiony głodem).
W pracy wyraża się charakter człowieka, szybkość, precyzja,
polot w rzeźbach, myśl konstruktorska czy sam miód szlifowania deseczek po nocach do lica.
Nie uzurpował sobie tytułów czy papieru zatwierdzającego przynależność do cechu. Chwila moment jak stół jak zabawki rozbierał na części wystarczyły, by przekonać brata by pracę powierzył.
Zwykle zwracał się o pomoc, cokolwiek robił i tak upokorzony swój warsztat ulepszał co raz. Nieodgadniony zamysł ma do dzisiaj córka Joachima, gdy chodzi o sposób na udoskonalenia. Tak utrzymuje tytuł Mistrza Rzemieślników.
Towarzysz
Samotność nie groziła śmiałkowi, który z Bogiem żył każdego dnia.
Jego szukał woli, w niej swojej roli, i Jego dobytku doglądał.
Świat całkiem przegapił fakt, że duchową twierdzę rodzinie wybudował, (całkowicie zresztą niezauważoną nad nami, wystarczy spojrzeć)
Na tych fundamentach Kościół został osadzony,
a Słowo Józefa działa dziś jak niepisany konkordat.
Miłością bowiem wiąże, łączy i skutecznie scala
nawet kamienie grzechowe a z nich solidną podmurówkę
pod stan duchowy do dzisiejszego dnia darmo ma.
Niełatwo się oprzeć Pielgrzymowi do Raju,
gdy w dom gościnny przynosi Boga cud,
radość z pracy i Maryi ciasto słodkie jak miód.
Tak paraliżuje złe duchy, skazujące ludzi na wygnanie
i przy herbacie towarzysząc niejednemu pisarzowi, spuszcza złu lanie.
Choć ciała nie ma, podpisuje się, że tekst z natchnienia Świętego Jana,
on talent ma, by słowa pięknie poukładać (taki charyzmat w domu). Janie!
Samarytanie
Ten Król Miłosierdzia najprędzej zrozumiał fakt,
iż brat, siostra nie wnet przyjmą Jego Syna za Pana. Ach, tak.
Starał się przez całe swe życie, ta misja Jego do dzisiaj trwa,
aby się najpierw pokłonić przed źródłem miłosierdzia.
Tak w sercu miłości człowieka, widzi ten Boży blask,
do niego chce się przybliżyć, popatrzyć, przytulić twarz
tak ukłon wychodzi, gdyby przed nim nawet drab stał.
Cóż za naturalny odruch nachylić się do dziecka
klęknąć przy kołysce niemowlęcia, pocałować rączęta
Taką niebiańską odskocznią miał w życiu z własnego Syna,
który go odciągał od zamysłu Rzymian
(robota, pieniądze, czasu nie ma)
O utrapienie zupełne przyprawia świat do dzisiaj
nie rozumiejący, że celem serce małego człowieka
I tak poprzestaje cierpliwie nadstawiając kark,
by ofiarnie w dal popędził Rzymianin, a z nim cały świat.
Najlepszą cząstkę obierał
i trwa przy Jezusie od lat
(chyba że Maryi potrzeba coś załatwić)
Wieczerza
Posiłki przyjmował,
spożywał jak dar od dobrego Boga
i choć Maryi strawę jak raj smakował
nie rzucał się pazernie,
nie zżerał,
nic nie zjadł,
ni tknął
zaczym w modlitwie za wszystko,
również za czas uczty, nie podziękował.
I choć to małe oszustwo,
bo posiłek wspaniały
cząstkę z siebie dodawał
by i Syn i Małżonka i aniołowie coś z Niego miały
Do dzisiaj od siebie wymaga
by nie zaginął ten zwyczaj
aby ciut więcej dać z siebie,
tak wychowuje następców Syna.
Nie każdy Polak, Czech, Węgier rozumie
ten sławetny zwyczaj
że to od Niego zależy
co na stół położy—to naród wcina.
By nie wyszedł ten rytm całkiem sprośnie,
karykaturą pierwowzoru Syna
od zwykłego się Ojca
cząstki do dziś domaga rodzina.
Wtedy zaspokojona,
że nic tata nie chowa po szopie
jak jego samego ma w sobie
cud Eucharystią się zowie.
(z KKK—powszechne powołanie do kapłaństwa)
Łaskawy gest
Zmęczenie ulega życiu, gdy podaruje się pokój
ze stajni, z groty, czy szopy, miejsce od zła oddalone.
Nie pojmie tego biznesmen,
co buduje na wysokość Tatr w centrach miast,
że perła proporcji się wyraża,
gdy Józef dogląda nasz świat.
Nagle żałości rozterki, że za daleko ma do brata
pryskają, kiedy się ciągnie do windy na dach nieboraka.
I kiedy miejsca za mało na graty, narzędzia, denary
wnet pryska problem zupełnie,
gdy brat nad bratem mieszka w swej ogromnej hali.
Tak leczy się społeczeństwo
wystawiając na widok Józefa świat
grota, dach, żłóbek a w nim miłość Boga,
piękno Maryi i zwierząt kilka
(na wspomnienie Arki Noego)
Dla niedowiarków palmtop, penthouse
czy po prostu trawa wystrzyżona pod domem,
jednym słowem the best
Taki do dziś ma św. Józef łaskawy gest
(niejedna krowa odeszła zadowolona)
Biały żal
Nawet dziś myśl o kolorach czy rower, czy auto, dachówka
nie dojdzie do fali tej źródła, wszak oko nie farba obraz da.
Wszystko się mieni,
gdy głowa wypocznie nasyci witaminami,
gdy cukier na poziomie w żyłach
a dusza w pamięci wspomnień dobrych bogactwo trzyma
Tak nie zrozumie dziś syty wędrowca,
który szedł w dal,
a między piachem i słońcem
lewie ostry kamień dostrzegał.
Gdy pot się lał strumieniami,
dzieciak na szyi się trzyma,
osiołek już całkiem mi osłabł,
nawet Maryi ciężar go ugina.
Trudno też dostrzec bliźniego,
gdy na nic się nie ogląda innego,
lecz dniami wypatruje choć kropli, sadzawki,
by chociaż deszcz spadł z nieba
Jeszcze nie czas, nie pora,
by zbawić smutków wasz świat,
większa niech ilość ludzi przywędruje
do Józefa Syna – On źródło wody życia w sobie ma
W mig pryśnie biały żal
Upływ życia
Dokładną datę śmierci wyznaczył Bóg ręką rozpostartą,
by wyruszyć na bój ze śmiercią przywarą czarcią
i w tym zapędzie miłośnym jedynie go powstrzymywał
opiekun Boga litosny, błagając by z nim jeszcze chwilę wytrzymał
Takimi prostymi słowami związał do momentu śmierci Boga Syna:
O Mój Jezu kocham Cię
O Mój Jezu kocham Cię
O Mój Jezu kocham Cię
Zechciej ze mną zostać,
proszę nie odchodź.
Jedynym wyjątkiem w regule,
do dzisiaj żalu w Nim nie ma,
że Syn leci do Matki
z radości pełnymi licyma
Nie może się opanować
z miłości żadna dziecina,
gdy nie raz nie dwa, ale trzy
od Ojca serca otrzyma
Nic go nie powstrzymuje
ni prawo ni groźba się go nie ima
leci, biegnie dostarczyć Maryi
te słowa: Abba mnie kocha!
Ostroga
Przemierzał ze swoim osiołkiem
dystanse koniowi nieznane
gdziekolwiek nie poszedł, gdzie zmierzał
widział trasę od przeznaczenia.
Że można żywiej i żwawiej,
nie robi to na Nim wrażenia,
dokładnie widział w ranach konia,
w ostrogach spokoju nie ma.
Inaczej się sumiennym tempem
od wieczora do rana
tak zdąża do mety o świcie z prezentem
oto praca wykonana.
Daje tak światu odpowiedź
na kartach życia nieprzedartą,
by w Woli Bożej znajdować
i cel i prędkość optymalną
Nie wiemy bowiem co jutro,
wczorajszy ślad kurz przykrywa,
do dyspozycji mamy dzisiaj,
a właściwie to tylko teraz.
Niezmiernie pojęła Maryja
jak drogę na czas przeliczać,
tak w domu Józefa Królową,
Jej państwa, podróżnika fizyka.
Zauważ uważny bracie jak od lat,
wieków granic nauka nie ma
i Chińczyk i Polak i Francuz wie,
że suma całki różniczkę w garści jedności trzyma.
Ulotna pamięć
Wdrażał nieziemską swą czułość w niebiańskie natchnienia
by w ofierze z siebie pozostało coś w ręce dla brata w świecie.
Bo czy to była huśtawka,
ławka czy deska do spania,
by na czymś kubrak zawiesić
coś, cokolwiek dla brata.
Usilnie się starał pracować
by pot, łzy i życzenia
utkwiły w tych meblach na zawsze
w nich wspomnienie, że o nich pamięta.
Symbolem bowiem miłości
jej wytworem produkt
w nim pracy gest
jest.
Do tego chętnie się zgłaszał,
by dać upust miłości do brata
Nieobce mu były projekty,
plany, sił wieczny dostatek posiadał
Jedynie go blokował
materiału brak,
a właściwie kram,
który przed nim stał.
Niezmiernie dręczy go do dzisiaj
mur, przez który się ciągle wspina,
gdy każe mu się prawicę przy terminalu
przytrzymać by towar wydać.
Co chwilę się zastanawia,
gdzie zgubił Joachima,
wnet pamięć ulotna wraca…
Joachim kod do sejfu trzyma.
Otrzymane: 1.V.2024 KRK-ŁAG Dom Ś.Ś. Faustyny
Błogosławieństwo, które sprowadzał w formie owoców nieustannej modlitwy do Ojca, do Syna, do Maryi rozniósł na skalany świat w sposób tak precyzyjny, że nie powstydziłby się tego dzisiejszy sztab ludzi i cała poczta. „Domyśl się kto czego potrzebuje” tak zatytułowany list, paczka, dobre słowo.
W tym góruje do dzisiaj, ile łask się do domów ludzkich nadźwiga, aby powstał uśmiech, uciecha czy grymas zaskoczenia: Skąd wiedział?
Wywrócił swym posłannictwem cały izraelski ślad myślący ile, kiedy i za co dostał.
Nowa wiara, iż Bóg wszystko ma przeszła do świadomości z czasem, gdy z nowym meblem się pojawiał co raz.
Liczył, że brata pokona i ten padnie na kolana chwaląc Boga. Tak obracał Koło Chwały, co dla człowieka dla człowieka, Bogu część, chwała i gorące podziękowania z uśmiechem na ustach.
Skrycie na brata zerkał, jaką mu radość sprawił. Naddatki dźwiga między wściekłymi z zazdrości poganami pod swoje Monte Cassino. Tam obdarowuje przyjaciela i stąd Benedykt moc sławy ma od morza do Tyńca.
Otrzymane: TYN-KRK, 2024.III.25
Zimno ludzkich spojrzeń, niedowierzanie, strach pomieszany z prześmiewiskami codziennością dziecka, potomka, prawnego dziedzica rodu Dawida. „Ten tłumok, który dźwiga na plecach to jego ma być część królestwa Izraela?” Szyderstwa, często niebezpieczne pojawiały się jak ropuchy po deszczu niezrozumienia godności, pokory i cierpliwości świętego Józefa. Taka Jego Salomonowa mądrość, by ostateczny sąd nad ziomkami wstrzymać do końca. Tego nie pojmował znany z zawziętości i gwałtowności w realizowaniu swoich myśli brat. Rykoszetem śmiechu i przekleństw uderzona została Córka Królewska (zainteresowanych odsyła się do studiów przodków świętego Heli- Joachima w Biblii). Zintensyfikowana kpina wymierzona została w Króla, choć pierwszy ślad Korony Cierniowej przyjął Józef, tak. Teraz współtworzy Królestwo na ziemiach, które pokochał, do pełni Ziemi prawo ma.
Otrzymane: 2024.III.24 KRK
Krzyż, który Jezus uwielbiał od najmłodszych lat, napawał Ziemskiego Ojca goryczą i żalem, próbującego oddalić widmo spełnienia proroctwa ukrzyżowania Syna choć o dzień. Strach, jaki panował wtedy przed niezawinionym oskarżeniem, sądem i cierpieniem dałoby się porównać do dzisiejszego smogu w eterze i na rondach miast. Człowiek już nie wiedział co go zabija, czy uniesiony bat czy sam strach. Jak postrach na wzgórzach symbol władzy sądowniczej nad poddanymi wisiał jak po polach porozrzucany strach na ptaki. Na ludzi działał podobnie – nikt się do władzy nie zbliżał jak nie musiał. Chęć poniesienia Jezusowego krzyża i oddalenia momentu, który swym blaskiem zmienił oblicze całej Ziemi, utkały dni i miesiące ciężkich zmagań z dobijającym się do Syna światem poniżonym przez wyższość Miłości nad nienawiścią, Prawdy nad fałszem czy w ostatecznej egzekucji Nadziei Zmartwychwstania nad śmiercią. Dokąd żył, cierpienia płynące z Józefowego domu działały jak potoki oczyszczenia na wściekłe z zażenowania i wstydu władze. Tak dorósł Jezus i tak dojrzał świat, aby Go przyjąć. Na krzyż.
Otrzymano: KRK 2024.III.23
Oddech, czasami płytki, czasami pełny, głęboki towarzyszył św. Rodzinie jak życiodajne tchnienie. W nim wyrażał miłość, radość, przebaczenie. Zmysł odczuwania namiastek życia, rodzącego się rozwoju, kiełkującego pomysłu, nawiązania nici pogodzenia, migającego nawet światełka rozjaśniającego umysł, wszystkie te elementy składał w pięknie wydychany powiew. Ofiarność, z jaką słuchał kierując swe miłosierne spojrzenie na osobę, z którą dane mu było spędzić ten moment, dawały poczucie wywyższenia, a kiedy się zamykały Jego oczy, jakby sercem wypowiadał słowo odnowienia przymierza:

Jako ćwiczenie duchowe dla adeptów drogi św. Józefa poleca się zamknąć oczy, gdy wokoło… przyjmuje się po chwili ciasto z pełnią dobra, z jaką się Maryja potrafi odwdzięczać za miłosne ofiarowania, gdy się Ją słucha. Z czasem gromadka się przyzwyczaja, że choć Józef słowa nie wyrzekł, każdy wie, co się dzieje, o co chodzi i co robić ma. Na przykład:

Ból jak najwierniejszy towarzysz trwał z bohaterem męstwa przez okrągły rok. Na ból zażywał środków nadmiernie skutecznych – odpoczynek, modlitwa i maści, w których wyjątkowo biegła Żona Józefa, a w nich roślinna apteka zdrowia. Odruch, aby ból odsunąć, uchylić się, znieczulić zamieniał się na moment wzniesienia oczu do Nieba i wezwania ratunku w słowach Jezu, Maria! W swej logice wykładał powód, czyn i skutek, który czasami się manifestował jako niezadowolony z przebiegu spraw sąsiad, a z nim wynik spotkania – ból. W przypadku braku kruszcu (całe zapasy Rzym przywłaszczył) człowiek zaczął rozliczać się wymuszoną płatnością cierpienia brata i tak długo swą prawicę ściskał, aż wyłuskał dług, który rzekomo miał odzyskać. Ogranicza się dzisiaj wolność człowieka do rozliczeń na kontach, nowoczesnych szubienicach, by ograniczyć błędy w wyrównaniach rachunków, a w konsekwencji obłędny ból. Tolerowanie bólu, przyjmowanie uderzeń, cierpienia późniejszego uleczenia były w tamtych czasach jak monety dobra, dzięki którym można było uzyskać wolność, wykupić brata z więzienia czy załatać „za darmo” dach. W tym wymiar odkupienia za życie.
Otrzymane: KRK 2024.III.23
Dobroczynność, jak wszystkie inne dzieła, sprowadzała się w czynach, myślach, słowach do wielorakich trudów, których się podjął, aby odelżyć brata wprost na twarz nieraz padał sam. Nie było wtedy rachuby ile pieniędzy przeznaczyć na cel a czy fundację b. Widział potrzebę swoimi oczami, czuł zapaść serca, zbliżający się lament czy nieunikniony bat. Zdzierał niewidzialną zasłonę pychy i nadęcia modlitwą i błogosławieństwem celnym jak gołąb, który doniesie wiadomość z nieba do wskazanego serca. Od tej opowieści, żartu, życzenia rozpoczynała się rozmowa, w której żalach, prośbach, potrzebach odnajdywał drobiazgi dobra. Składał z nich osobę na nowo jak staje wiata, dom czy niewielka zagroda, w niej kilka kwiatków. Takim cierpliwym budowniczym dusz ludzkich i ogrodnikiem sumienia zapamiętały Go tamte pokolenia. Dobro nie mierzy się zasobnością portfela, ale czyn czysty, prawy i umyślny jako dobrą monetę wkłada się do skarbnicy zaufanej żony jako dar.
Otrzymane: 2024.III.22 KRK
Czasami przeżuwał trawę, aby złagodzić głód – takie ostatki miał święty Józef. Braków nie było nigdy, o to zabiegał cały czas i ten zwyczaj obowiązuje do dzisiaj. Miłością swoją każdy brak okładał, jakby to odczuwalna rana miała się zanieczyścić i większe jeszcze straty spowodować. Dlatego uważał, by zbytków nie posiadać, w braku zbytków znajdował dostatni stan we wszystkim, czego potrzebował, a jak mu się sprzykrzyło, dodawał coś do dobytku, co by zbyt ciężkim nie okazało się do noszenia, a ulżyło znacznie w pracach. Pilnik na przykład. Odtworzył niejedno narzędzie, które kiedyś był miał czy to trójkąt, pręt mierniczy, stół, krzesło czy przygodnie spotkanego pomocnika. Razem pracował, lecz rzadko kto wytrzymał tempo, standard prac czy niski zarobek, na jaki siebie skazywał oddając pomocnikowi orzechy, a zostawiając zboże sobie do wyłuskania.
Odznaczał się niezachwianą odwagą i statecznością w sądach raz postanowionych, na których można było życie rodzinne budować licząc na hojne podziękowania za uszanowanie tych w słowie wyrażonych praw. Że głęboko w Piśmie zakorzenione i odnawiane w rozmyślaniach jak je zastosować do dzisiejszego dnia stoi ta budowla Kościoła. Światłość Nieustająca przyszła do domu Józefa w formie Syna Bożego sprowokowana umęczeniem umysłu jak wszystkie te belki prawa poukładać, aby dało się żyć chciał. Przez święty przykład odświeżone zostały stare prawdy, ożywione krwią miłosiernego cierpienia i napełnione tchnieniem, które wydawał z ust konający człowiek. W tym i Józef i Jezus podobnie zakończyli swój pobyt na Ziemi wykończeni. Tak spełniały się proroctwa jedno po drugim, by zły stan do końca nie odgadł, kto zbawić ma świat czy Syn Ojca czy Ojciec Syna. We wspólnocie Ducha wszystko się wypełnia.
Otrzymane: 2024.III.20 KRK
Oswobodził niejedno ciele, gdy się w potrzasku znalazło, idąc za tropem źdźbła trawy. Susza taka panowała co rok, że rzeka, jej bliskość stanowiły skarb nie do pomyślenia dla dzisiejszego człowieka. Spełniły się w tym dostępie do wody marzenia wielu przodków dla dzieci swych dzieci, w tym cała litania próśb, które się miały spełnić na powierzonym dziecku Jezusie. Świat się zachwiał, gdy chłopiec stwierdził, że wodę z siebie da i potrafi tym duchowym nektarem zaspokoić pragnienie duszy, usta się tylko zwilża. Miał wtedy Święty Józef poruszającą się Świętą Oazę, jako że łzy Maryi potrafiły zalać niejeden spiekot sumienia i żądz łamiącego IX przykazanie przechodnia. Tak wyzwolił się Józef spod panowania sadzawek, którymi ktoś zwykle zarządzał. Rachunek przyszedł po śmierci w formie włóczni przebijającej bok na świadectwo, że Syn nie żartował, post mortem dbając o dobre imię Taty. Za to Synowi Józefa obraz i piękna inwokacja „O Krwi i Wodo, któraś wypłynęła z Najświętszego Serca Jezusowego, jako zdrój miłosierdzia dla nas, ufamy Tobie”
Wielość spraw, z którymi się stykał, przyjmują formę kamieni, często celowanych w Syna, można by z nich całą piramidę ku chwale Świętego Józefa usypać. Realizował tym męczeństwem Bóg swoje zamierzenie, by z człowieka nic nie pozostało, żeby mógł zaistnieć JEST. Do dzisiaj myli się ludziom obcowanie z tym, który JEST. W imię Boga wyszedł ze swej ziemi Kanaan i w chwale Najwyższego przebywa, Majestat nie do przecenienia. Szuka do dzisiaj zaginionego osiołka, który by zechciał się z nim w podróż wybrać. Zgłaszają się całe legiony, lecz zostaje garstka, bo w sercu nic nie ma.
ON JEST.
Otrzymane: 2024.III.01 KRK
Męskość Jego nie polegała na tym, że się bił, krzyczał (choć krzepki miał głos), lecz na wrażeniu jakie stwarzał. Kobieta czuła się kochana, nastolatek dorastał, sąsiad fach podłapywał, uczony się zadumał, a kapłan daleko leciał do swego boga, o którym pisał, czytał, nauczał, lecz w dziecku nie rozpoznał. Układało się otoczenie do tego naturalnie zbudowanego męża, całkiem naturalnie. A że płakał to fakt, niejedna osoba łzy uroniła, jak się sytuacją Józefa przejęła. Serce miał na wierzchu i głowa niejedna poległa, sama nie wiedziała dlaczego łkała.
Nadopiekuńczym nie był, traktował troskę jako swój obowiązek, który rozdzielał pomiędzy drogie i powierzone Mu osoby. Troszczy się bardzo o nas, nosząc w pamięci czas, kiedy tak bardzo pragnął coś Synowi dać, a miał jedynie serce i trochę, szczyptę ojcowskiej boleści. Teraz ma raj, gdy ziemia, zubożona zaczyna pić z kielicha: mniej, część, ufam. W tym przewodnikiem święty Franciszek jest na miarę Józefa, swego wzoru ubóstwa. Jako patron, fundator i opiekun klasztorów pozwala się mnichom rozwijać, a szlak swej młodości ukazuje każdemu śmiałkowi – i cel – Jezus – popatrz, Boga w rękach masz.
Oblubieńcem był Maryi to znaczy lubił, kochał, uwielbiał, szanował i wszystko by zrobił, by utrzymać ten kwiat w jak najlepszym stanie. Liczył każdy dzień, kiedy się z Maryją nie widział i jak najsroższy bata przyjmował ten dar nawrócenia do Ojca. Wiele razy potrafił w Żonie i Synu widzieć wszystko. Miłował każdą chwilę spędzoną, znój dnia przynosił upragniony odpoczynek w towarzystwie swego raju kwiatów, ogrodu, czterech ścian, a w nich Rodzina. Do dzisiaj Mu się trochę powiększyła i trzeba było niejedną izbę dobudować, żeby trzódka ludzka miała gdzie przenocować.
Miłość braterską cenił wysoko, choć nie tak jak Boga. Ludzkie słabości znał i trzeźwy umysł zachował. Nigdy mu się nie znudziła misja, żeby coś bratu ofiarować czy podarek, czy czyn, czy dobrą wiadomość. Misjonarzem stawał się po przekroczeniu progu domu, wszędzie swą naukę miał – patrzcie na tego chłopca! Resztę Syn dopowiadał z mocą taką, że nie raz trzeba się było pakować. Tak użyźniał rolę, po której potem popłynęła krew. Pieczęć, obietnica, glejt.
Zaniechał każdego zła, bądź czynu, który by miało taki pozór, a poprzestawał na tym, co krystalicznie czystą intencję, wykonanie i doręczenie zapewniało do rąk brata. Wszystko to ofiarował Bogu – w Niebie widział swój sejf. Kluczem Mu była prośba, gdy nie zdołał wymówić słowa pod ciężarem, jaki miał na plecach, w górę kierował wzrok, tam pomocy szukał. Wypowiadał słowo, czasami tylko tchnienie docierało do uszu Syna, Żony wprawnych w odczytywaniu historii, trosk i radości z ducha ojca rodziny. Wnet wszystko wiadomo ledwie spoczął. Tak się uczy dzieci Józefowe do dzisiaj, by z Tchnienia Ducha Świętego potrafiły odczytać plan, najeść się i przetworzyć w słowa, które by później można ex katedra dyktować. Męczarnią dla tego, kto o wszystkim gada, nic nie wie.
Interesował się światem, lecz zawsze miał w ręce miarkę, kątownik i hebel Bożego Prawa. W nim widział budowlę, niewidzialny zamek, piękny pałac. Choć nie wiedział jak działa, swa prawicę przykładał według Pisma mierzył, kanty prostował, a widoczne braki zatykał wiórami, które z naddatków zeszlifował. Własna ślina czy krew roślin, tak o żywicy mawiał służyły mu za lepiszcze. W miłości swojej dzień po dniu oddawał na załatanie Jerozolimskich dziur i braków w myśleniu sąsiada. Tym wybłagał i pozostał w Prawie, by Ojcu miłosierną ofiarę z Syna, nie całopalną przedstawiać. Dopóki żył, Jego wola się spełniła.
Monotonia nie istniała u tego Bohatera Ludzkich Serc. Każdy stołek, stół czy deska poprawiona wprawiała w zachwyt tamtejszy świat. Tak o swą firmę, czyli dobre imię dbał, że czasami do tego, co uczynił dopłacał, byleby brat uchylił swe działo wyszukiwania dziur w całym. Niestety, zostawał z pustymi kieszeniami co raz. Wagę, na której leżało imię św. Józefa, przeskalował tak w prawą stronę, że można śmiało całe pęczki morderców na przeciwwadze położyć, nic to nie da. Święte imię Józef broni się od lat pomimo losu, który co rusz nowy zbrodniarz wyciąga, niezamierzony dostęp do chwały skojarzenia przyjmując, gdy to imię mu zostaje podarowane.
Żywym przykładem był tego wspaniałego losu, na który skazał go wybór czystości w młodości. Swoją rewoltę, rebelię czy powstanie wśród narodu całkiem skutecznie przyjął, by zamiast przeciw wrogowi się zbroić i w kozi róg zapędzać lepiej przy Bogu trwać, pomimo wszystko bronić tej teorii 10 przykazań oraz niezliczonej ilości mądrości w przypowieściach, które jako jasną stronę przodków prezentował. Tak z czasem zyskał niewiarygodne zaufanie wśród ludzi, żaden złego słowa od Józefa nie usłyszał, chętnie więc, czując się swobodnie, swe grzechy wyznawał. Oficjalnie dziś ta przysługa braterska zwie się konfesjonał, wszak Syn o wszystkim wiedział.
Gdy usłyszano, że Józef cudownego Syna ma zechciano Go wypróbować i zrobić z nim targ. W zamian za posłuszeństwo, które miał złożyć, zlitowałby się ktoś i dałby mu na dom. Tak już od dziecięcych lat czekano by co zdolniejszych chłopców na słuszną drogę pracy przy synagodze skierować. Z obroną co rusz przychodziła Maryja, pytając dokładnie o szczegóły służenia w światyni, w której się była wychowała, zanim zakwitła dla niej gałązka Józefa. Czar powodzenia pryskał bezpowrotnie, pozostawała uraza, jak kobieta śmie o takie rzeczy pytac. Zyskała w ten sposób miano ostatniej deski ratunku dla tonącego Józefa, który Jej obraz ozłocił jako Matki Pomocy Ostatecznej i Nieustającej. Tak potrafił niejedno oblicze ozdobić ten Malarz Człowieczych Dusz.
Mistrz Modlitwy wkładał całe swe serce, swego ducha i anielskie pozdrowienia, by się na audiencję u Ojca dostać i pokazać jak bardzo jest szczęśliwy z Syna i Żony, których, niezasłużenie dostał. O troskach nie wspominał, wiedział jak kochające oko wszystkiemu zaradzi, byleby tylko miał możliwość widzenia pokorny rzemieślnik. Tą kojącą miłością obdarowywał rany, ubytki czyli wady brata. Do dzisiaj postrzegany jako Ojciec Miłosierdzia, wystarczy się pokazać w Jego domu. Kościół, kapliczka pod wezwaniem czy nawet figurka w gościnach. Do tego się zachęca, by choć przez obrazek wgląd miał. Wiele nie wymaga, nawet ze stajni czyni nowy dom.
Onieśmielał każdego, kto z racji swojego stanu, majętności czy urzędu zdecydował się wywyższyć ponad Józefa. W swej cnocie pokory przyjmował wszystko jako dar do rozważenia, chętnie się kłaniając, nie prosząc o więcej. Tym zachowaniem wyciągał stołek, postument czy nawet podrobiony tron i zadowalał się zaszczytem pokory – utrzymał się niżej niż … tutaj można dopisać tytuły, którymi oblepiał swego dobroczyńcę. Niejeden się nie mógł oprzeć, by wspomóc biedaka jedynie doświadczając umiaru, gdy z podarowanego chleba Józef piętkę sobie zostawiał. Tak runęła niejedna strategia by w podarku i zwierzchności przemycić hak na doskonałego pracownika, który podobno za pół darmo z ochotą pracował. Tak nasycony pokorą i umiarem odchodził ubrany w złote szaty nędzarz – ubogacony.
Światło, o którym pamiętał, gdy tworzył, formował, poprawiał stajnie, drzwi czy kawałek pokrycia pozwoliło mu nabyć tytuł rzeźbiarza gdy szczelina przy dachu jedyna niezalepiona pozostała rzucała łunę światła o brzasku dokładnie na jadalny stół. Oświecał swym taktem ciemność wielką w narodzie i prezentował jak słońce Syna i jako księżyc Żonę, która nigdy Go nie odstąpiła. Nawet przyćmiona blaskiem dziecka za chwilę się pojawiła, by ucałować Syna usteczka. To był normalny znak miłości. Przy okazji Józef dostał, został oświecony, tyle świętości spadło na niego z czystości żony. Żadna smutna myśl się nie zgubiła, zasłużenie Matką Pocieszenia jak była tak jest do dzisiaj Józefowa latarnia w ciemną noc.
Misternie tkał dzień po dniu szatę zasług, którą chciał okryć niejednokrotnie wystające spod przykusej szatki ciałko Synka. Umożliwił sobie tym samym ciąg prac, które Go Opatrzność Święta wystawiła, bowiem Wola Boża to sprawiła by w ubóstwie, często chłodzie, nienasycony, lecz chwale Ojca Jezus przebywał od najmłodszych lat. Tego nie mógł znieść szatan, zły stan a przyciśnięty do ostateczności również Święty Józef, człowiekiem był i pozostał z ludźmi do dzisiaj, zsyłając piękne listy na papier dla niejednego samotnika, który wszystko, co miał oddał i czeka teraz, aż obietnica Hiobowa zaskutkuje i fortuna duchową strawę przygotuje. Choć nie było pióra i kartki, słowa lądowały na język, czy myśl stamtąd prosto do serca. Tam Józefa skarb, bogactwo, majestat.
Domniemanie winy towarzyszyło Mu od lat, kiedy ogołocony z dóbr pozostał mu tylko radosny twarzy wyraz i chęć przyjacielskiego rozważania Pisma. Przy pracy zwykle otaczały go deski, konary i ścięte gałęzie tak się palił Jego stan, by wspólnie rzemiosło uświęcone modlitwą zgłębiać. Radością życia Jego Maryja i Młody Nasz Pan, którzy z sobą wnieśli tyle boskości, iż nieprzyzwyczajony Izrael i Juda odwdzięczał się całą litanią dociekań, zwątpień i przeinaczeń, by ułożyć rozgrywające się wydarzenia w puzzle własnego rozumienia. Że długo to trwało obwiniał tymczasem Świętego Józefa o tyle spraw, że swobodnie patronem dobrej śmierci został, tyle wyroków otrzymał. Cud, że nikt nie wykonał. Czy czary?
Odnowienia, mocna strona ciesielskiego zawodu ujawniła się w doskonałym zrozumieniu rozpaczliwego stanu, w jakim się był znalazł naród wybrany (wraz z nim cały świat) raz po raz łamiący dane, przysięgane, pieczętowane słowo poprawy i przyjętego przymierza z Bogiem. Lud tego nie wiedział ile światły stan proroków, sędziów i możnych tamtych czasów (części się nie wymienia, bo poszli na ugodę nawet z Rzymem). Rozwiązania lud nie znał, roniąc liczne łzy, gdy go brat wyżej postawiony ograbiał, oddając tylko część mamony do obcego skarbca. Tym zwyciężył Święty Józef Boga, że argumentował i gotowy był wszystko zastawić, iż lud nieświadomy, gdyby wiedział, to by się poprawił, wzmocniony, gdyby solidnie zjadł, zacząłby bardziej myśleć po bożemu – tak w pocie czoła tłumaczył Synowi, że jeszcze nie czas na ostatni sąd. Ciężka to była odnowa Przymierza, wszak zaczął w Betlejem swą rodzinę Bóg poznawać od żłóbka i zroszonego łzami Józefowymi siana. Tak radość przenikała smutek i Nowe Przymierze trwa do dzisiaj.
Otrzymane: 2024.II.29 KRK
Niewiarygodnie prawy, żadnej kreski z prawa żydowskiego wtedy panującego nie opuścił, a i z rzymskim, choć psim go nazywał, nie gardził i tak swe działania dostosowywał, aby się na hak ludzkich sądów nie nadziać.
Poruszał niebo i ziemię, jeżeli jakaś niestrawność się pojawiła, a wychodził z tych matni pomniejszony, w pokorze „widocznie Bóg nie chciał żebym miał osiołka, tyle spraw wymaga i załatwień”. Typowa reakcja Józefa, by siebie umniejszać. Tak pozbawiał sądy możliwości działania. Oddał wszystko, co miał, a jeszcze byłby się zadłużył na to, żeby bratu dać. Trzymała go w finansowych ryzach Maryja tłumacząc, iż skoro nie ma tak Bóg chciał.
Pozostawił po sobie skarb w postaci obdarowanych suto braci. Gdzie nie wchodził ktoś pamiętał co od Józefa dostał. Nie każdy to wytrzymywał jak po latach jednostronnej relacji widział ubogiego z dzieckiem na rękach i żonę pieszo zmierzającego z uśmiechem na ustach w progi brata. Nie zawsze zobaczył otwarte wrota.
Ilość pieniędzy, którą przy sobie (to znaczy w domostwie) utrzymywał miałaby równowartość teraz 20 złotych. Pełne ręce miał natomiast podarków, wziątek, dobrego słowa, łask i serca. Hojnie obdarowywał nim wszystkich, również wrogo nastawionych ratował od śmierci nienawiści. Tak wbrew intencji zapewniał sobie i Rodzinie Świętej godny byt.
Nikogo nie zapominał, całą litanię przodków od Noego pokolenia do dzisiaj odmawia jak różaniec, zastanawiając się co komu potrzeba i kiedy się z nim ostatni raz widział, a jakiekolwiek zaniedbania w tym temacie przyjmował jako ujma na honorze dobrego Żyda.
O Maryi świat nie wiedział, chronił ją jak największy skarb już zanim mu Syna powiła. Cały świat nic nie wart Maryja, Maryja, Maryja. Zrezygnował ze zdrowia, skóry na plecach, godności by ochronić Prawdę, którą w sobie nosiła, potem na rękach, na kolanach pieściła. Traktował Ją, Niepokalaną, jak szczęśliwy los, który Mu Bóg zesłał, gdy zakwitła Jego gałązka, wszak niegodnym się miał i ostatni do godności został. Również przynależnych Mu majętności ziemskich.
Drzazga w Jej dłoni była jak rana w sercu Józefa, niepokój w Jej myślach jak upiór w nocy Opiekuna, brak zauważony jak dziura w murze natychmiast musi zostać zalepiona. Tak troski żony współodczuwał jakby to były jego zwielokrotnione.
Zatuszowałby niejedno zło na świecie, byle nie ujrzały je Oczy Maryi, tak piękne, że godzinami wpatrywał się w to Niebo we własnym domu. „Dach nad nami, strzecha a ja widzę gwiazdę. Synu wytłumacz.”
Podległość, jaką Mamie prezentował wywyższała Ją w oczach otoczenia do roli Pani. Nie każdy przechodził obojętnie wobec tej męczarni, na jaką się skazywał dorzucając swoje *&! na ręce, barki, twarz mistrza świata w pokorze. Tego tytułu strzeże i nie oddał do dzisiaj.
Złość, jaka rodziła się w pracy, na budowie, przy żniwach, gdy domniemany kierownik prac leciał do domku, żeby się o wykładnię w konstrukcjach Maryi pytać rozchodziła się gromkim płaczem, kiedy dwie belki dodał i konstrukcja stanęła, a z nią runął świat tamtejszego męskiego władztwa i siły rąk siepacza. Wystarczyło zboże w snopki powiązać i nie uciekło na pole sąsiada. Nic sobie nie przypisywał, najwyżej innym w pracy pomagał, choćby i przeszło połowę robót wykonał, chwałę Bogu oddał.
Mizerny obraz, jaki zostawiła Biblia po wielkich dziełach tego człowieka, który się w Boga przemieniał, zaszyta została w obrazie Syna, którego miłością, tchnieniem i umiłowanym światłem oczu wybudował na modłę tamtejszego świata. Stąd Bóg, Syn Ojca Niebieskiego Stwórcy i Człowiek, Syn Józefa z Nazaretu, potomka Dawidowego w jednej osobie do dziś łączy świat z Królestwem Bożym poprzez charyzmaty św. Józefa, jakimi obdarowany mógł zbawić braci i wyciągnąć z niewoli Siostry.
„JESTEM OBRAZEM OJCA PO WSZE CZASY. TO ZAPAMIĘTAJ”
Odnotowano w tej Księdze Życia, którą trzymał z namaszczeniem na rękach. W tym widział swoją drogę, prawdę i życie. Tak szedł przez dni, kilometry, świat w zachwycie.
Uniżeniem swoim do każdej cudzej bolącej kostki i maścią opatrzoną, a gdy jej brak śliną nawilżoną, poprowadziły go na wyżyny ogrodów radości, gdy brat wstał i mógł dalej walczyć o wolność dla narodu, z którego wyszedł. O załatanej kostce, św. Józefie i Jego rodzinie widocznie już dziś nie pamięta.
Gdy płakał, płakała Maryja a z Nią natura, wszak władczynią jej była, zanim się była narodziła i choć o tym w dzieciństwie nie wiedziała moc ma, również smutki Józefa uleczać. A może by jakieś ciasto podać? Tak gwiazdą morza Józefowych łez została i przy swym Opiekunie trwa do dzisiaj Matka Nadziei. Z nią rodzina. Joachim A.
Dusza towarzystwa, czy to przerwa w pracy, czy przystanek w podróży swoim duchem tak potrafił atmosferę zbudować, że odczuwało się wokoło i dach i ściany i drzwi a w nich oaza miłości, choćby to był arabski targ. Kupił dobry żart, sprzedał słówko, podsumował uśmiechem. Rozliczał się miłością i dopóty kochał, dopóki nie zobaczył w oczach łez radości, smutku, szczęścia, rozmarzenia. Nie liczy się, ważne, że kocha. W relacji do świata żył – czy był czy go nie było. Uciecha bądź oczekiwanie tak utrzymywał swoje otoczenie.
Uciekał przed władzą na koniec świata, w kąt ogrodu, w pole. Na narady władzy i panowania wybierał się pod Tron Nieba. Tam na kolanach błagał o pozytywny wyrok. Widział realną siłę Prawicy Boga w Słowie Syna i na tym poprzestawał. Odwołania, skargi, osądy obrzydłe były Mu jak oślizgłe żaby w wilgotnej porze. Wynocha z domu Józefa. Interesowało Go co na ten temat mówi Pismo i interpretacja w przypadkach zaszłych. Stąd upraszał Syna aby Mu trudne kwestie na przypowieści przetłumaczył, żeby mógł się wytłumaczyć przed ludem gdyby zaszła potrzeba. W tym widział realne ubezpieczenie na życie.
Emerytura miała nigdy nie nadejść i modlił się, upraszał, aby do ostatnich swoich dni mógł rodzinę utrzymać. Ta łaska została mu dana i tylko ostatnie momenty spędził w niebiosach szykując kąt dla żony i syna. Moment przejścia na zasłużone łono patriarchów poprzedził okres oczekiwania na zwycięstwo totalne nad śmiercią, której stawiał czoła nie raz w czasie żywota, a to pod maską biedy, głodu, chłodu, spiekoty, duszności, cierpienia czy wręcz samozniszczenia tyle prac ten człowiek dla lenistwa bezlitosny wykonał. Trudno było znaleźć kawałek ciała, który by o jakiejś historii z życia nie pamiętał. W końcu skonał na rękach Jezusa, swego Niebieskiego Władcy, szybko bowiem przyszło zrozumienie, że Boga w ręku ma i tak służył swemu Panu od najmniejszych lat.
Skarby swoje i arcydzieła do Majętnej Pamięci Żony składał i stamtąd, gdy była potrzeba brał – pamiętasz jak Nasz Jezus… tu cała litania jak dziecko swych rodziców potrafiło zachwycać. To był święty w swoim nieświętym świecie.
Prawie nie spał. Jak spał to czuwał. Jak czuwał to się przygotowywał, układał i przemyśliwał jak tę pracę wykonać, jak się z sąsiadem ułożyć, skąd dla Maryi nowy kwiat do ogródka. Skoro myśl przyszła czekał na świt, gdy ten nadszedł, pracował niestrudzenie by wcielić w życie plan, który w szczegółach z Niebem, Żoną, Synem i bratem uzgadniał. Mąż zgody Minister Spraw Zewnętrznych Nieba na Ziemi i Ziemi na Niebiosach. Ambasada, łącznik i ugodowiec w 1.
3 w 1
Pora na sen, na pracę, na wędrówkę, na odpoczynek. O niczym nie decydował sam, choć jako ojciec do tego prawo posiadał i moc doświadczenia. Raczej radził się u aniołów, im zlecał plan, takt – rutynę sobie zostawiał. Pracował, póki ktoś go za włosy nie złapał, jadł, dopóty nie nasycił się powściągliwością, szedł dokąd ktoś kierunek wskazał, we wszystkim widząc Boży palec, nawet gdy celu podróży nie znał. Anioł znał i prorokował tak, jak mu podsuwały natchnienia. W prosty sposób wiedział co, kto i jak. Życie niebotycznie ułatwiła Maryja, eliminując błędy w rozumieniu do zera a Syn zawsze odpowiedź na nurtujące pytania znał. Wszak Ojciec niedaleko, wystarczy spytać. Kochanym czytelnikom Pisma się pisze jeszcze raz: Syn cząstką Boga w nas. Ave Maryja.
Był dobry i przebaczał, w tym tkwiła Jego nauka odmienna od przeszłych pokoleń, którą wywnioskował doświadczając litości Boga. Stamtąd czerpał życiodajny pokarm i siłę rozpraw ze światem, który nic tylko chciał się rozliczać tak, aby na koncie coś z rozliczeń zostało. Oskarżonego się łupiło czy winny, czy nie, wystarczyło znaleźć zarzut, z którego się nie umiał wytłumaczyć często nieczytaty, niepisaty człowiek. Na szali stawały pieniądze, bat, niesława i wykluczenia z wygnaniem włącznie. Utorował tym samym drogę rozwoju myśli Bożej przedstawiając każdorazowo inną wykładnię do podobnych spraw, posługując się mądrością Salomonową, którą w żyłach miał. Tak poszerzał świadomość zaciętego brata, krewnego czy przypadkowo na drodze spotkanego przechodnia.
Instynktownie wtulał się w Ducha Bożego, odczuwał Jego brak i rzewnie opłakiwał swoje uchybienia, które skazały go na odczuwalny brak Bożego Światła i błogosławieństwa, o które walczył, zabiegał jak lew. Spokój, jakim emanował, gdy łaska powróciła, rozniósł się na całą wioskę, w tym stanie widział naturalne otoczenie dla rozwoju życia. Zrezygnował ze swego, aby narodziło się nowe, by przyjąć w krąg narodów błogosławionych również pogan. Tym wykraczał poza granice zdrowego rozsądku i nie do przetłumaczenia wykładał wątek w języku hebrajskim. Za to kocha go do dzisiaj cały niewierzący w Ojcowskie Błogosławieństwo świat.
Otrzymane: 2024.II.27 KRK
