Monotonia, z jaką karmicie mnie jednostajnym żalem o to czego brak, nastraja do kurczowego trzymania się zasad Prawa Bożego, a w nim prawo do miłosierdzia tylko dla skruszonych serc. Pozostałe czekają na swoje doświadczenia życiowe.
Wyobraźcie sobie, że jestem Ojcem Miłosiernym, jak każdy który widzi w narodzie część siebie. Nie pragnie on zła dla dziecka, ale umiejętnie pozwala upaść i nie godzi się na zło, które syna spotyka z ręki brata. W tym klątwa wielokrotnie powtarzana „Głupi jesteś, k…”
Te życzenia zła odbija Jan jak od zbroi, którą chroni duszę dziecka, pozwalając mu zrozumieć mądrość, z jaką prowadzi go Niepokalana Matka. Piszę to z perspektywy Starszego Brata, ale takie życzenia śle naród narodowi co dnia.
Na koniec siadają zwaśnione strony kierując złe słowa w autorytet Jana. Trudno dostać coś od Ojca, gdy się go wyzywa. Rozumiecie to przecież… Tak dochodzi między wami do porozumienia i końca waszych zwad. Winny Jan. Czy tak?
Okazuje historia i sprawiedliwa litość Boża, że nikt z przekleństwa nic nie zbudował. Choćby zaprzeczenie dobra – to też plan, który ma swoje miejsce za bramami piekła. W nim nie znajdziecie Jana, raczej w pokornej uległości woli Ojca.
Ona jest tylko jedna, kto ją wypełnia, staje się moim bratem i siostrą. Nie potrzeba się doszukiwać ostatniego wspólnego przodka. Wystarczy spojrzeć kogo wezwano, kto zrozumiał, kto zareagował na zaproszenie odwiedzin Ojca Miłosiernego w Łagiewnikach.
To nasz koniec wad.
2025.VII.07 SJPII Łagiewniki