Mylono mój lud z rasą, religią, która do dziś zaćmiewa swym brudem dziedzictwo pozostawione po przejściu, jak po kolei kura za kurą, kaczka za kaczką, łódka za łódką na drugi brzeg cieśniny. Lądu, którego zdobyć nie potrafiliśmy forsując Kaukaz.
Nasze wyobrażenie o lądach, tak mgliste jak niektóre poranki w górach sprowadzały przeprawy do wielkiego zapytania: czy wróci?
Nie, nic nie oznaczało. Śmierć czy radość ze znalezienia lepszego pola dla pozostającej masy oznaczała to samo: ?
Wracający człowiek zwykle upewniał, że w miejscu obecnym lepiej i bezpieczniej. Głód, strach, wewnętrzny głos, który wielu słyszało i wzajemnie umacniało się w słowach, kierowały nas do bezkresnego lądu, który nazywaliśmy potem Matka. Głos w nas to był nasz Ojciec.
Czas pokazał jak żyzny i przyjazny kontynent się przed nami otworzył. Głos zwykło się utożsamiać z siłą i mocą. Dla nas Ojciec, dla innych Bóg. Ląd dla nas to Matka, dla obcych Europa.
Władamy nią we czterej, każdy posiada darowane od Ojca tchnienie, które zamienia się w myśli na działające słowo, żywe i skutecznie sprawia przez moc, którą zsyłamy. Jest nas 4 na kształt żywiołów. Ten charakter posiadają me dzieci z prawego łona.
Nie kalamy się obcymi – Europa, jako Matka piękne kobiety rodzi na wzór mej umiłowanej od serca.
Pozostaję wspólnie z Jafetem, jego wola pierwsza na tym kontynencie.
Stykam się z braćmi i tak utoruję wam możliwość sięgnięcia po cenne dobra, których nam brak: kakao, banany, czaj. To łaska.
Zagrożonego zaginięciem Ojca trzymam w pamięci tak mocno jakby to była błyskawica. Z Jego mocy udzielam natężenia moim odroślom.
Tak kocha
Aria
W księgach mają mnie za Ariana, Alana, czy zdrobniale Al. +