Mówię, a słowo moje upada na nieurodzajny grunt. Ani skała, ani droga, ale pole wyzute z życia i płodności. Tak przyjmujecie wartości, które nie przystają do waszego celu bogacenia się ponad miarę, trzeba dodać.
Miłość, jaką nosi papież w sercu, nie odmienia się na talony do wykorzystania w sklepach. Wydaje się Wam, iż szczyt radości usiąść w papa mobile i przyjmować wiązanki kwiatów. To bardzo miła chwila, lecz, choć niewypowiedziana, część papieża przeklina. Oby to nie pochodziło z polskich ust.
Mówcie dobrze, pragnijcie dla mnie dobra, aby mi się darzyło w Niebie. Tym odruchem serca zaskarbicie sobie dług papieża do was jako ci, którzy mu pomyślność wymodlili. Teraz można wydać ten fakt, że naród polski wielce się zasłużył przykładając różańce do Jego powodzenia na stolicy Piotra. Przychodzi próba, następna. Czy naród polski w obliczu zagrożenia Kościoła wyprosi pomyślność dla nowego wcielenia ducha Piotra? To nie herezja moje dzieci. Dusza nieśmiertelna wchodzi jedna i niepowtarzalna z woli Boga do łona matki i po narodzeniu przebywa drogę doskonalenia wśród cierpień na Ziemi.
Tą drogą szedł Jan do końca, aż wyzionął ducha. Pozostała dusza, która teraz jak papieski płaszcz otula wygnańca ze świata dając mu kolejny glejt w postaci listu od kochającego Ojca. Nie odmawiajcie mu życia, bo będzie święty męczennik. To samo dotyczy każdego kapłana, którego lud przepędza ze świata. Wina leży po obu stronach, ale większa po waszej. Kapłan niewiele ma do zrobienia po rozdaniu Najświętszej Cząstki Istnienia – Bóg idzie w świat. Ten przesmyk Eucharystyczny wymaga zrozumienia.
Nasiono włożone w glebę kiełkuje, wydaje plon zboże, omłot i słomę wielokrotnie większy niż pierwotny zasiew. Bóg jest nasieniem miłości, Wy uświęcanym polem, od którego oczekuje Jan, by wydał plon. Od lat nie wydał ten lud barki, jakiej oczekiwał Jan po hojnym zasiewie zlanym również własną krwią. Do tej barki jak arki ma się schronić resztka Kościoła Europy pod żaglem Misericordia.
Ulubionym zajęciem rolnika zjeść chleb ze świeżo ściętego zboża. Tym tropem podąża Jan, aby Was przyjąć, zbłąkane dusze do serca. Duch pozostaje wchłonięty w ocean miłości, z którego wyszedł i z którego się udziela na zawołanie spragnionych dusz – przyjdź!
Tak zstępuje na pokolenie i przenika rzeczywistość. Jest też duch zła, który nie szanuje woli Ojca, by człowiek o sobie decydował i sprzęga się z czynnikami zła, by wejść do środka sanktuarium ducha, jakim jawi się ciało człowieka niezauważony i zacząć swój rząd. Do takiego poziomu nie zniża się święty, dając człowiekowi czas, aby zatęsknił za papieżem takim jak Karol Wojtyła.
Muszę to wyrazić otwarcie: owce, baranki moje pasą się niedojone, niestrzyżone po krzakach, we wioskach nie znajdując pasterza, który by je poprowadził na hale Tatr, albo chociaż w Gorce. Wybieracie dobrobyt, bo coraz trudniej wam się ruszać w grubej podszytej tłuszczem skórze i z pełnym dobytku kontem. Nie wszystkich dotyczy ta uwaga, ale taki kierunek obrał Polak.
Pora zacząć zmieniać stosunek do życia. Z dobytku czerpać dla dobra drugiego, wspólnego nawet pod groźbą, że nie zrewanżuje się brat czy ukradnie wspólnota.
Miłość do powiększania swego zamieniam na radość z wielkości uśmiechu brata, siostry, kapłana, a w szczególności nowo wybranego za zgodą Jana papieża w tych dniach. Nikogo nie trzeba przekonywać, jaki duch panuje wśród owiec, które mają zadowolonego pasterza.
Dusza pozostaje, duch przechodzi.
2025.V.07 SJPII KRK