- Czy wiesz dlaczego cisi i pokorni posiądą Ziemię? Ponieważ w cichości i pokorze uprawiają, użyźniają i ulepszają ziemię, dlatego Bóg daje im ją na własność. Przez długie lata pracowałem w cichości i pokorze uprawiając fach, który nauczyłem się w domu. To nie wystarczyło. Ludzie kierowali coraz większe roszczenia. Tak umarł mój Tata. Nawet gdybyśmy pracowali we dwóch nocami nie wystarczyłoby, żeby zadowolić człowieka. Dlatego obciążyłem ich krzyżem. Musieli mnie utrzymać przez lata nauczania widząc, że przychodzę po swoje. Tym prawem utrzymuje się do dziś każdy kapłan.
- Dlaczego wybrałem te zmysły węch i smak? Ulegając zmysłom zwiększa się pragnienie. Słodycz zaspokaja się większym słodem, kwas kwaśniejszym, gorycz bardziej gorzkim, a słony coraz większą grudką soli. Dotyczy to wszystkich zmysłów, ale szczególnie tych dwóch prowadzących do obżarstwa i łakomstwa. Pragnienie, łaknienie zamienia się w ciągłą chęć a to kawa, a to ciastka, a to czekolada choćby gorzka… Dałem wam zmysły aby rozeznać co dobre, jak wybrać spośród pokarmów dla utrzymania ciała. Dlatego to poznanie dobra i zła czyli sprawiedliwość pozwala znaleźć również umiar. Tym zmysły są dla żołądka czym oko dla serca. Dzięki sprawiedliwości nasyci się i dusza doświadczając jaki wspaniały zestaw pokarmów przygotowałem na Ziemi dla was.
- Dlaczego wybrałem dłonie jako symbol czucia? Rozpiąłem na krzyżu swe ramiona, ręce, które były symbolem zlitowania i miłosierdzia. Rozłożone na krzyżu przez człowieka, który nienawidził zasady miłosierdzia, dobra Boga zstępującego do ciała człowieka. Boga, który pozwalał się dotykać, czuć, z sobą obcować. Po to dałem człowiekowi zmysł czucia, aby zaradził drugiemu, kiedy cierpi w potrzebie i dlatego każdemu, kto się zlituje widząc drugiego bez wyjścia zwracam 100, 1000 krotnie. Jako przestrogę podążałem za prawem człowieka do końca mu służąc. Na końcu tej drogi śmierć, aby człowiek nie myślał, że na cokolwiek moze sam zarobić podążając wedle swoich praw – gubi się. Tak wyzwalam go ze swoich myśli do dziś. (Masz piękne przemyslenia, czy myślisz, że kogoś na nie stać?)
- W serce człowieka wlewam swoją wolę, to mój duch w ludzie. Przemienia się w człowieku jak woda w wino, gotowe do spożycia na uczcie. Zbyt długo trzymane zaczyna kwaśnieć i wraz z deskami butwieć. Wzywam człowieka, aby dzielił się swym duchem poprzez tchnienie, wypowiadanie się i ofiarną pracę, której naturalnym odruchem oddanie ducha. Duch rozlany na ziemię przemienia ją w raj a Ciebie w Pana tego Królestwa. Jakie jest? Jak Ty, jak Ja.
- Następne dwa napomnienia dotyczą słuchu i wzroku, ale będą omawiane razem. Traktują one o zabieganiu okiem i uchem o rzeczy piękne i pochlebstwa. Natomiast źródłem wszelkiego dobra jestem ja, panujący w waszych sercach i umysłach. Błogosławieni ci, którzy doświadczają poprzez oczy i uszy zła i brzydoty tego świata. Poznają oni prawdę. Dla nich szykuję specjalne miejsce w domu Ojca, gdzie przyjdą do Mnie jak do siebie. Trud i znój odbiorę od nich jako największe dobra, które przedstawię Ojcu do rozważenia dla umniejszenia królestwa zła, które rozwinął na ziemi mój nieprzyjaciel
- Warunek dobra, radości, szczęścia w wieczności niezasłużona chwała za szerzenie Królestwa. Dotkliwie cierpią i płaczą nad losem, który im zsyłam dla większych zasług. Nie pozostawiam nikogo bez pociechy, choć to miałby być w rozmowie przekazany list. Człowiek nie mający nadziei skazuje siebie na potępienie. To dla nich ofiarowałem to prawo ostatniej miłości. Każdy, kto się powoła w ucisku swojej pamięci na tą obietnicę zostanie ukojony i wydobyty ze swej udręki. Tak trwam z wami do dziś.
- Przynoszę wam dary, tak jak kiedyś przynieśli je Królowie do groty, zbyt małej, aby pomieścić je wszystkie. Pamiętajcie, że grota, w której się narodziłem była wypełniona pokojem, tak nieśpiesznie dążył człowiek na pomoc memu Tacie i Mamie, gdy leżałem w żłobie. Wszystkich tych, którzy obdarowują mnie w drugim człowieku dobrami, a pozostawiają sobie niewiele napełniam, jak koronę władz duszy wyobraźnię moimi dobrami, w tym pokojem, czyniąc ich wyjątkowymi pośród braćmi. Nawet Królowie odgadną w tych ubogich, jak kiedyś, Synów Bożych.
Tak bardzo Was kocham moje dzieci. Nie mogę patrzeć jak marzniecie przed ekranami, które często pokazują śmierć i śmieci. Srogo karzę tych, którzy rozprzestrzeniają wirusa przekleństwa, które Adam zaciągnął odwracając się od Ojca. Bądźcie mi miłe i usiądźcie choć na chwilę razem. Spożyjcie wspólnie chleb. Gdzie mnie wezwiecie rozmnożę się.
Wasz Jest
2026.II.06 KRK