Codzienny rytm wyznaczany przez naturę, ducha, wolę wspólnoty układa się na z góry zamierzony plan.
Ciężko człowiekowi wstać, gdy za oknem pada, reszta śpi, a w sercu modlitwa.
Niewielu się oprze, gdy na podwórko wjechała długo oczekiwana karuzela, wokoło puste łóżka, a w głowie pytanie – zostałem sam?
Nikt nie zna tego planu lepiej niż ten, który go napisał, wykreślił i dał, ofiarował na zrealizowanie. Mówię to, piszę po setny raz. Ktoś ma plan.
Uchybia ten, kto swój ma plan i podąża ślepo drogowskazami jakie pokazuje mi komórka. Nie warto się moi drodzy obracać w sferach, których się nie zna, nie rozumie. Wyjść ze swojego mieszkania, choćby to był domek w luksusowej części Wadowic rodzi konieczność. Mam plan do spełnienia.
Tym, kim stał się dla Jana wołającym głosem był biskup Adam Sapieha – boży człowiek, pomimo znikomych wad. Strącił on całe stado sąsiadek, które układały mu plan żywota byleby nie opuszczał kurnika – może sobie najlepszą obrać za swoją. Uciął tą roszadę kapłan słowem: podoba mi się ten chłopak, byłby z niego dobry człowiek w zakonie.
Tak się zaczęła historia, w której do dzisiaj gotuje się rosół na niedzielny obiad…
2026.I.16 KRK