Droga powołania

Wpisujemy się w życie wielu istot w momencie teraz. Wychodząc na spotkanie przyszłemu przeżyciu pozostawiamy za sobą ślad. Warto się starać, aby ten ślad wyszedł tam i wtedy, tak jak go Ręka Święta nakreśliła i pomógł wykonać brat. Wreszcie z końcem dnia upraszcza się życie słowem zawierzam.

Wysławiamy imię Maryi jako wspomożenie wiernych. W tym również się zawiera pomocna dłoń Matki, która wszystko w dobro obraca. Tego się nie bać by dobro, chwałę czy wynagrodzenia odłożyć na czas posuchy, smutku i braków. Tak żył Jan i nauczył się jeść ciastko jedno na raz. Hurtem grzechy odpuszcza.

Zbliża się noc. To czas wielce duchowy, w którym człowiek traci swoje zainteresowanie wzrokowe całkiem naturalnie. Budzi się, wyostrza zmysły duchowa sfera, która po zaśnięciu ciała działa bez obciążenia materią. To ćwiczenie przed śmiercią, stanem pełnego odseparowania duszy od ciała.

Co się dzieje po przekroczeniu granicy snu, tego się Wam nie zdradza. Niech Wam da do myślenia, że można wstać wypoczęty bądź zmęczonym rano. Inny stan świadomości po nocnych przeżyciach powoduje zgrzyt w umyśle, uczuciach i nastawieniach duszy. Ten przebłysk, napięcie, spalenie roi się jako sen. Nie trzeba wchodzić do śmietnika, jakim jawi się sennik. Po prostu przeżyłem taki sen.

Czym objawia się powołanie? To nie sen na jawie. Jawnie manifestuje się droga do Serca Ojca według planu życia i praw Bożych jakimi są uplecione mądrością Słowa Pisma. Więcej nie trzeba, żeby się zbawić.

Cóż zrobić z nieborakiem, który nie potrafi sobie Słowa zgryzać i trawić, nim żyć? W akcie miłosierdzia układa się tak doświadczenia, by momenty z rzeczywistości zbiegły się ze Słowem, które się mu podaje jak na stole okraszone sokiem i ciastkiem. Znak, że pomimo iż coś nie tak, to jednak dzieje się dobro na drodze, której osiołek jeszcze nie odgadł.

2025.IX.05 S.JPII Łagiewniki