Moment, w którym Emilia poczęła w łonie przyszłego Jana, wcześniej Karola, pamięta Jego tata jako dzień szczęścia. Iście błogosławiona chwila urodzenia Syna zeszła się na przestrzeni lat ze śmiercią żony i Edmunda. Któż by wytrzymał tyle strat?
Był mi jak opoka, o którą mógł się oprzeć stary wojak niezdolny do walki, gdy wzywała ojczyzna. Czas kaźni dla wielu naszych bliskich, czas męki dla bezbronnych dzieci tracących wiarę w Boga, moment wielkiego testu dla miłości do drugiego człowiega, również wroga. Tymi bruzdami została naznaczona psychika tego delikatnego chłopaka.
Widziałem to jak się zmienia z pogodnego bramkarza na Wadowickim boisku do skłonnego do zadumy mężczyznę, któremu nieobcy cudzy los. Tak przeżywaliśmy wspólnie straty. Ja żony, on matki. Ja syna, on brata. Ja przyjaciół, on resztki tkanki wśród której się był wychował. Nic nie pozostało z dawnych lat.
Musieliśmy znaleźć świat, który nie istniał, w którym możnaby zakorzenić nadzieję i się jej trzymać. Tak odnaleźliśmy szlak ofiarowań i głębokiej ascezy. Szatan często nastraja do wojny na zasadzie posiadania. Tak uczyłem Karola.
Misjonarzem pokoju stał się z czasem wyglądając z nadzieją na lepsze i łącząc się z niewyczerpywalnym źródłem miłości. Moje serce szybko by się wyczerpało, takie podziemne korytarze otwierał zalewając z miłością braki, od których uciekał niejeden nawet żołnierz: wstyd, niemoc, strach.
Zwykł przy mnie siadać do lekcji wpierw zapytawszy o sprawy dnia. To mu zostało do dzisiaj. Z błahostkami radziliśmy razem rozważając przypadki i strategie zachowania. Resztę przedstawiałem żonie w różańcu, przez który zdawałem się mieć z Nią kontakt. Po śmierci okazała się trafna ta intuicja. Cóż, dla Karola ta duchowa znajomość stała się bardzo płodna. Nic nie czynić samemu, to Jego dewiza w pokonaniu wroga.
Cudownie się ułożyła kariera po śmierci Ojca, choć świat nie wie jak trudna to rola być papieżem. Chętnie by wrócił do dziecięcych lat i odnalazł się teraz w roli ojca, wychowującego syna.
Przykazuję wam, jako żołnierz tej Ziemi Syna nigdy nie opuszczać! Niech na wieki istnieje w waszych sercach, pamięci, umysłach. Niech żyje Karol, Jan.
Wojtyła
Miłuję Mojego Syna tak, jakby żyć miał wiecznie. Skutecznie radzi każdemu jak ułożyć życie, świat. Nieskory do rozboju, argument przeciwny szanuje jak myśl, okazję do dobra.
Kula, która mu odebrała część życia pozostanie na zawsze w naszych myślach jako zwycięski znak, późniejszego przebaczenia z serca.
Krynica krwi, która wytrysnęła z Seca Jezua, które wprost uwielbiał, znalazła realny ślad na szatach syna, który bezbronny wychodził do wygłodniałych miłości ludzi. Móc to zrozumieć bardzo trudno dla matki, która przez pryzmat nieba widzi cierpienie syna.
Ufajcie i trwajcie przy Matce.
Emilia
2026.V.18 SJPII KRK